niedziela, 1 sierpnia 2021

Jurajski, zamkowy tryptyk

Zamek w Bobolicach


Buongiorno.

Ciao amici.

Quindi. Czyli A więc. Pani z polskiego zawsze powtarzała że nie zaczynamy zdania od „a więc” niemniej quindi.

Wracamy do wydarzeń z naszego bardzo udanego wyjazdu w Jurę. Za nami kilka już znakomitych zamków, przed nami klasyki czyli Ogrodzieniec ale na dobre rozpoczęcie dnia a jest nim niedziela zamek w Mirowie i Bobolicach.

Ale zanim tam dotarliśmy poranna ma wizyta na basenie w Myszkowie. Fajny, poranny rozruch. Czekajcie, przecież wcześniej a jakże byłem z Franką na spacerze. I udało mi się tam uchwycić niby normalną sytuację jaką bez wątpienia jest tańczące na wietrze łany jęczmienia w tym przypadku. Niby nic wielkiego. A jednak. Zainspirowany pięknem naszej natury robię i zdjęcie i film slow motion i wysyła swym wiernym recenzentom w postaci Misia czy też Ninja. Takich komentarzy się spodziewałem. Że trener się kończy, że duchowo skręcił w niewiadomo jaką drogę. Jednym słowem. Pomyje. Ale po kilku dniach od powrotu ma inspiracja odcisnęła tak duże piętno na mych przyjacielach, że każde ich kolejne zdjęcie treningowe z roweru okraszone było wizytą w zbożu. Niewinne, z premedytacją zrobione zdjęcie robi robotę. 


zamek Mirów

widok z murów

i jeszcze jeden pejzaż

fragment murów

Tyle nawiasem wstępu, nieco odbiegając od tematu. 

Po śniadaniu udajemy się na pierwszy zamek, w pobliskim nam Mirowie rozpoczynamy niedzielne penetracje Jury. Zamek w Mirowie, pięknie położony na wzgórzu, to przykład zamku średniowiecznego. Ze wspaniałymi murami obronnymi i fosą. Wchodził w skład tzw. „Orlich Gniazd”. Postawiony prawdopodobnie za czasów Kazimierza Wielkiego choć niektórzy twierdzą że początki zamku miały miejsce po śmierci króla. Początkowo był zamkiem drewnianym z biegiem lat przebudowywanym, w ostateczności stał się zamkiem murowanym. Swój złoty okres został przerwany przez a jakże Potop Szwedzki. Na dzień dzisiejszy w zamku trwają prace renowacyjny które mają pozwolić turystom na zwiedzanie zamku również od środka. Wstęp na teren przyległy do zamku jest płatny. Wokół zamku rozrzucone są skałki, mekka wspinaczy. Byliśmy podczas wizyty na zamku pod jedną ze ścian poprzyglądać się pracy wspinaczy w ich naturalnym środowisku. 


wejście na zamek

fragment zamku

zamek w innym ujęciu

duchy na zamku?


Kolejny, niedzielny punkt programu to zamek w Bobolicach. Oddalony od Mirowskiego o prawie 2 km. Kiedyś istniała droga pomiędzy skałami prowadząca do Zamku w Bobolicach lecz jak to w naszym kraju bywa z prywatnymi drogami, właściciel postanowił zagrodzić i zablokować przejście. No cóż. 

Samochody zostawiamy na parkingu i spacerem udajemy się do kolejnego zamku. Wejście na tereny przylegające oczywiście płatne jakże i wejście na sam zamek również. Ale. Zaraz po wejściu na zamek po lewej stronie widnieje tabliczka informacyjna którą mieliśmy okazję zaobserwować już na zamku w Krzyżtoporze. Tablica o treści że zamek został wyremontowany bez jakiekolwiek wsparcia ze strony rządzących. I nadal nie otrzymuje żadnych dotacji. Żenada. Jebać PiS. Pseudominister Gliński i jego współpracownicy wydają miliony na kościół i naczelnego oszusta tego kraju Rydzyka a na prawdziwe, perełki kultury zero złotych. Jebać PiS.

Zamek prezentuje się wspaniale i budzi podziw. Wygląda niesamowicie. 

Poniekąd wieczorem, oświetlony wygląda jeszcze bardziej imponująco. 

Zamek wybudowany przez Króla Kazimierza Wielkiego, stanowił element systemu obronnego jurajskich warowni. Zamek w swej historii był wielokrotnie najeżdżany, największe spustoszenie na zamku wywołał Potop Szwedzki. W swej bogatej historii ma zapisana kartę z udziałem Jana III Sobieskiego, który stacjonował pod zamkiem wybierając się z odsieczą wiedeńską. Wielokrotnie zmieniał właścicieli. Obecnie zamek należy do rodziny Laseckich. Obok zamku znajduje się hotel i restauracja. 


branka Julka

zamek w Bobolicach widziany z błoni

branka, muszkieter i dominikanin


Sam zamek to doskonały obiekt do działań filmowych. Sceny do teledysku filmu „Merida Waleczna” i „Powidoki” Andrzeja Wajdy, „Przyjaciel Wesołego Diabła”ostatnia „hitowa” produkcja pisowskiej tv czyli „Korona Królów”. To najważniejsze wydarzenie filmowe z udziałem zamku. 

Fantastyczny zamek. Chętnie zobaczę go w antruażu gwiazd. 

Wracamy na parking. Przed nami wizyta na chyba najbardziej znanym zamku w regionie czyli zamku w Ogrodzieńcu. Specjalna późniejsza pora wizyty powiązana jest z dodatkową atrakcją. Na terenie zamku będzie możliwość spotkania się z osobami które szyją i odrestaurowują odzież w jakiej w czasach świetności zamków poruszali się władcy, szlachta czy też zwykli ludzie. Magnesem przyciągającym nas dodatkowo jest możliwość przymierzania takich strojów. 

Docieramy na miejsce. Ja na zamku byłem już dwukrotnie. Zmieniło się bardzo jego otoczenie. Pełno sklepików i garmażerii. Jak na Gubałówce.


szlachta

szlachcic abdul



zamek w Ogrodzieńcu

branki


Wchodzimy na teren zamku. Na scenie przyzamkowej zainstalowali się Państwo od strojów. Trafiamy akurat na koniec prelekcji. Idealnie, gdyż właśnie można przywdziać stroje. Ja zaczynam od stroją mnicha. Pani trafia idealnie w punkt. Jula ubiera się w strój branki. Wygląda prześlicznie. Ja mam na sobie brązowe, szaty dominikanina. Dostojnie.

Szybka sesja fotograficzna. Kolejne odzienie to strój szlachcica. Razem z Krzyśkiem przywdziewamy i szaty i niesamowite czapki. Wyglądamy bardzo dostojnie. Kolejne odzienie to szata króla. Nasze dziewczyny zakładają królewskie czapki. Fajna lekcja historii i wielkiej, niesamowitej pasji. Brawa dla Państwa którzy kultywują historię pokazując ją od innej, bardzo barwnej strony. 


team na zamku

fragmenty murów

cześć Ogrodzieńca

i tu również


Po tych kulturalnych doznaniach wchodzimy na zamek. Dwie kondygnacje a w wieżach nawet 3 piętra. Fajnie zachowany i ciągle odrestaurowywany. I ten zamek to również miejsce wielu filmowych wydarzeń. „Wiedźmin”, „Janosik” czy „Zemsta” Fredry to tylko kilka bardzo znanych wydarzeń filmowych.

W latach świetności była to jedna z największych europejskich warowni. Wielokrotnie przebudowywany lub rozbudowywany. Znany władca z zamku  w Janowcu koło Kazimierza, dodał min. dziedziniec rycerski, bastion beluard, suchą fosę. Później dobudowano mury obwodowe, bramę wjazdową z mostem zwodzonym. Potop Szwedzki niestety nie był i dla tego zamku łaskawy. Podpalany, wielokrotnie łupiony.

Jako że pora już była późna obiadowa zeszliśmy do Podzamcza i tama w Stodole, udaliśmy się na jadło. Jako że niedziela to ruch duży. Ale udało się znaleźć miejsce i zasiąść do strawy. Nie obyło się bez awantury. W rolach głównych Szymon. Ale nerwy szybko nam puściły gdy na stołach zaczęły lądować wybrane przez nas dania. Było smacznie, porcje słuszne i w granicach budżetowych. 

Posileni ruszyliśmy do ostatniej atrakcji znajdującej się niedaleko zamku czyli dawnego grodu zlokalizowanego na górze Birów. Zrekonstruowana osada słowiańska powiedzmy sobie szczerze wymaga może nie samej renowacji ale ducha który pomoże z tego ciekawego miejsca wyciągnąć nieco więcej niż tylko trzy chaty drewniane, trochę słomy i strome podejście do grodu. 

Jak mnie zapytacie czy warto to chyba odpowiem że gdyby był z nami przewodnik może gród okazałby się ciekawszym.

wejście do grodu Birów

Stodoła - polecam

widok na osadę


Wracamy, wszyscy już nieźle zmęczeni. To był prawdziwy, jurajski zamkowy maraton. Mnóstwo historii i piękna. 

O zmęczeniu naszym niech świadczy fakt że niezniszczalna Franka po powrocie nie ma ochoty w ogóle ruszyć się ze swojego łoża. 

A my ucztujemy. Nie ma grilla gdyż pada ale kolacja jest wyborna. 

Wymieniamy spostrzeżenia. Podziwiamy zdjęcia. 

Szkoda będzie jutro wyjeżdżać. 

Wraca temat ewentualnego powrotu do Jury ale na rowery. Ja z pewnością wrócę poczuć wapienie okoliczne. Wspinaczka w jurze to raj.

Jak zawsze zostawiam Was z opisem, przepraszam za niecenzuralność ale ***** ***, i podziwiajcie zdjęcia. 

Ci vediamo.

Buonasera.

środa, 28 lipca 2021

Pieskowa Skała, królewskie przyjęcie

Pieskowa Skała


Buongiorno.

Ciao amici.

Włosi mistrzami Europy w piłce nożnej. Anglicy ponownie na łopatkach. Brawa za walkę i emocje. A Włosi poza doskonałą pizzą, winem Brunello, pancettą ponownie dorobili się świetnej drużyny. Congratulazione.

My wracamy do Jury. Bardzo ciekawy i interesujący piątkowy dzień rozgrzał bardzo mocno nasze oczekiwania co do kolejnych dni w tym niesamowitym miejscu. Dlategoż dawkując emocję na sobotę zaplanowaliśmy wizytę na Zamku Królewskim zwanym zamkiem na Pieskowej Skale. Maczugę Herkulesa. Ojców i jego zamek oraz jaskinię Łokietka. 


Maczuga Herkulesa


Po porannym spacerze z Franką, treningu na basenie w Myszkowie, wyruszyliśmy na podbój jurajskich zamków. Ten pierwszy, biletowany z rezerwacją i opcją przewodnika w pakiecie. Przed bramą zamku zostawiamy Maję i Szymona razem z Franką gdyż obecność psiaków na terenie zamku nie jest mile widziana. 

Poza konkursem. Jadąc do Ojcowa natrafiliśmy na kolumnę samochodów. Były to Fordy Mustangi. W różnym wieku. I jechały w tym samym kierunku. Jak się okazało na terenie wokół zamku i terenach przylegających odbywał się zjazd samochodów tuningowych. Wszelkiej maści. Od Alf po Polonezy. Fordy Sierra, BMW, itd. Swą obecność podkreślały zdecydowanie swą głośnością. Wcześniej wspomniane Fordy, a wśród nich szczególnie 3 modele wyróżniały się na tle innych. To stare, piękne customy. Doskonale zachowane. Piękne.

Wracamy na zamek. Piękny dziedziniec zamkowy zachęca już na wstępie. Czekamy na pełną godzinę wejścia i na przewodnika. Jak na sobotę i pięknie zapowiadający się dzień nie ma za dużo turystów. 


w tle zamkowy zegar i wejście na dziedziniec

zamek wewnątrz


Punktualnie o 11 pojawia się przesympatyczny pan przewodnik i zaprasza na wspólną wizytę do zamku. Co do historii samego zamku. Pierwsze wzmianki o zamku pochodzą za czasów Henryka Brodatego. Na miejscu odnalezionych murów fortyfikacji obecnie, Kazimierz Wielki na początku wieku XIV postawił zamek pełniący funkcje obronne. Zamek składał się z dwóch niezależnych, górnego nieistniejącego już dzisiaj i dolnego, znajdującego się na miejscu obecnego dziedzińca.

W posiadaniu królewskim zamek pozostawał do końca XIV w. Do 1655 roku zamek rósł w siłę i zmieniał właścicieli. Dobudowano między innymi dwie baszty obronne. I tak jak już wspomniałem zamek kwitł do 1655 roku, wówczas to wojska szwedzkie najechały na zamek, splądrowali i zniszczyli. Po wojnie zamek znów zmienił właścicieli. Powoli odzyskiwał swą jakość i wielkość. Ale nadeszło Powstanie Styczniowe i ponownie zamek ucierpiał. Rosjanie ograbili zamek i zdewastowali. Pod koniec XIX w. Zamek ponownie zmienia właścicieli. Specjalnie aby móc ratować zaniedbany już zamek powołano Spółkę Akcyjną, która zamek wykupiła i przeznaczyła na ekskluzywny pensjonat. Działał on do II woj. światowej. Wówczas to w zamku działał sierociniec. A po wojnie, zamek podzielił los wielu zamków, pałaców i dworów. Stał się własnością Ministerstwa Rolnictwa a później Ministerstwa Kultury i Sztuki. Swą ponowną świetność zyskuje  będąc częścią Muzeum Zamku Królewskiego na Wawelu. Dzięki wsparciu budżetu państwa i Islandii, Norwegii i Lichtenstainu, możliwy stał się ponowny rozkwit i samego zamku i jego zbiorów. 


zamkowy dziedziniec

zamkowe ogrody widoczne z murów

zamkowe wejście


Bardzo jego ciekawa historia i sprawnie opowiedziana przez pana przewodnika, okraszona dodatkowymi ciekawostkami, spowodowała że czas wspólnie spędzony okazał się za krótki. Pozostał jak zawsze niedosyt. Na szczęście w zamku działają wystawy. Większość z nich stanowią obrazy. Jedyne chyba w Polsce na taką skalę działające ekspozycje obrazów malarzy angielskich i znajdujące się na dwóch piętrach ekspozycje arrasów, kobierców i malarstwa pod przewodnictwem Malczewskiego. Nie sądziłem że kilka z nich okaże się bardzo interesującymi.


baszta i zamkowy zegar

zamkowe ogrody


Wychodząc z zamku kierujemy się pod Maczugę Herkulesa. Pamiętam ową, sławną maczugę ze starych pocztówek i podręcznika geografii. Wykonujemy pamiątkowe zdjęcia. Z perspektywy maczugi sam zamek i jego mury wyglądają jeszcze bardziej okazale. Wracamy na parking. Celujemy w Jaskinię Łokietka. Musimy udać się do Ojcowa. I tam też się przemieszczamy. Po dosłownie kilku kilometrach stawiamy samochody na parkingu pod ojcowskim zamkiem. Jak jest zamek to wiadomo, spróbujemy go spenetrować. Ale główny cel podróży to Jaskinia Łokietka no i ewentualnie Brama Krakowska, leżąc zaraz obok.


Famiglia


Podchodzimy pod zamek, okazuje się że zmienił się jego status. Kiedyś można było penetrować go za zupełną darmochę, obecnie wejście jest płatne i nie jest to tania impreza.


Brama Krakowska

regionalne smakuje najlepiej

podeszczowy las


Zastanawiamy się dłuższą chwilę nad zmianą kolejności zwiedzania. Zamek korci. Wybieramy kierunek jaskiniowy. Robi się parno, duszno, pora obiadowa i zaczyna się etap marudzenia. Dzieci napierają, prym wiedzie Szymon. Wszystko wybucha. Padają znane wam wszystkim haśle związane z obecnością dzieci na wakacjach w stylu: to ostatni wspólny wyjazd, więcej z nami nie pojedziecie, itd. Zaczyna padać. Wówczas raz kolejny zmieniamy kolejność wędrówki. Zostajemy na obiedzie a zaraz po nim część z nas wędruje dalej w kierunku Jaskini Łokietka przez Bramę Krakowską a młodsza, bardziej marudząca część zespołu zostaje na miejscu. Jest wilgotno. Las wygląda wyjątkowo. Magicznie. Szczególnie po deszczu. Kontemplujemy piękno natury, zapachy uwodzą nasze nozdrza. Wracamy na parking. Przemieszczamy się do naszej przystani. Miał być wieczór grillowy ale ze względu na średnią pogodę i dość spore zmęczenie zostajemy w opcji kuchnia i smażona kaszanka. Uwielbiam. Raczymy się kolacją wspominając powoli kończący się dzień. Bardzo udany i obfitujący w spore wydarzenia. 

Długo trwało opublikowanie tegoż wpisu. Ale cieszmy się i treścią i zdjęciami.

Ci vediamo.

Buonanotte.



środa, 7 lipca 2021

Jurajskie początki


Góra Biakło, rezerwat Sokole Góry


Buongiorno.

Ciao amici.

Wracam do Was ponownie.

Długi weekend majowy i długi weekend czerwcowy to były zawsze dwa, żelazne terminy w których wspólnie ze znajomymi wyjeżdżaliśmy penetrować albo nasze polskie, jak się okazuje piękne rubieże ale równie urokliwe europejskie regiony z Toskanią na czele.

Cały ten rok jak i poprzedni, pandemiczny pozwalał na krótkie, czterodniowe co najwyżej wyjazdy. Bardzo udane. W tym roku postanowiliśmy spędzić 3-4 dni, szukając ciekawych miejsc w Polsce. Terminy były przesuwane z różnych przyczyn. Ostatecznie wybraliśmy termin weekendowy ale po długo weekendowy. 

Miejsce które chcieliśmy odwiedzić dla większości z nas niewidziane wcześniej. Zachwycaliśmy się nad urokami tego miejsca wielokrotnie oglądając zdjęcia czy czytając relacji innych postanowiliśmy wyruszyć w Jurę Krakowsko-Częstochowską.


widok z warowni na rezerwat

fragment warowni

fragmenty warowni Olsztyn


Skład wyjazdowy doskonale Wam już znany: Państwo Gurzyńscy tym razem bez syna no i my w komplecie. W ostatnim momencie famiglia outdorowca musiała odwołać swój wyjazd. 

Jak zawsze pomocny booking.com znalazł nam ciekawe miejsce do odpoczynku. Wylądowaliśmy w centralnej części Jury.  A mowa tu o Ostoi Jurajskiej w Huciskach. 


warownia ponownie z innego ujęcia

jedna z wież warowni Olsztyn


Nasze miejsce noclegowe dobrze umiejscowione pod kątem logistycznym. Sama Jura jak pewnie wiecie słynie m.in ze szlaku Orlich Gniazd, zamków rozrzuconych co kilka kilometrów na malowniczo położonych wzgórzach. Zazwyczaj na samym szczycie jakieś skałki. Dla wspinaczy skałkowych to prawdziwa mekka. Tak jak dla wspinaczy z naszego regionu mekką są pobliskie skałki w Sokolikach, tak dla wspinaczej braci z regionu krakowskiego czy warszawskiego takim centrum jest Jura. I wszędzie to widać. Każda praktycznie skała jest „obita” tzn. na stałe zamontowane są kotwy do których wpinamy ekspresy. I jak się później okaże, w czasie naszych wędrówek wielokrotnie natkniemy się na grupy wspinaczy.


autor bloga i fanka

wypas owiec pod warownią


Czyli zaczynamy. Wyjazd w piątkowy poranek. Na pierwszy plan wysuwa się warownia w Olsztynie, tym obok Częstochowy i tam zmierzamy. Mały stau na A4 i przejazd przez Częstochowę w godzinach 14-15 nieco opóźniają nasz przyjazd. W końcu meldujemy się na parkingu pod warownią. Cieszy nas mała ilość ludzi na parkingu.

Zaczynamy naszą jurajską przygodę. Krótka historia. Początki warowni datuje się na II połowę XIII w. Oczywiście jej świetność to zasługa Kazimierza Wielkiego. Z racji swego ważnego położenia Jagiellonowie również dbali o jego dobry stan. Ustanowili tu nawet starostwo. Niestety to co najgorsze w tamtych czasach spotkało również olsztyńską warownię a mowa tu o potopie szwedzkim i nieco późniejszej wojnie północnej. Do dziś zachowały się dwie wieże, porozrzucane fragmenty murów które mogą świadczyć o potędze tego miejsca. Ze szczytu ruin rozpościera się fantastyczny widok na okoliczne skałki i kopulaste wzniesienia, stanowiąc bajkowy rezerwat przyrody. Podkreślę to ponownie i nie ostatni raz. Polska jest piękna. Był czas na kontemplację i podziwianie owiec wypasanych u podnóża warowni. 


jurajski Giewont


dziewczyny na szczycie

widok na warownię 


Schodząc do parkingu zasięgnęliśmy języka w jaki sposób możemy się dostać na pobliskie wzniesienie, zresztą doskonale widoczne z murów warowni, zwane jurajskim Giewontem. Przy okazji zaproponowano nam wpaść na obiad do niedalekiej restauracji, położonej wzdłuż drogi prowadzącej na Górę Biakło. I tam się udaliśmy. Restauracja czy też bar zwany „Leśnym” bo o nim mowa sąsiaduje z leśnym parkiem linowym. Skorzystaliśmy z obu dobrodziejstw. Uściślając, z restauracji skorzystaliśmy wszyscy a z parku linowego Maja I Szymon. Co do obiadu. Porcje całkiem słuszne. Za mało propozycji Vege. Smacznie. Obsługa delikatnie ospała. Chyba czas pandemiczny spowodował duże zwolnienie rytmu pracy baru. Druga opcja nie była już ospała. Dynamika i duży kunszt naszej młodzieży. Trochę strachu. Mnóstwo nerwów. Świetnie się oglądało nasze pociechy na trudnym, linowym fundamencie. Młodzież powinna być z siebie dumna. Bo my byliśmy.


pociechy na tyrolce


kolejne fragmenty parku linowego


Po wspinaczkowych emocjach udaliśmy się do Rezerwatu Gór Sokolich. Góra Biakło z krzyżem umiejscowionym na szczycie dumnie się prezentuje nad okolicą. Weszliśmy oczywiście na sam szczyt. Delikatny wiaterek przyjemnie schładzał nasze rozgrzane ciała. Schodząc z Biakła zaliczamy jeszcze jedne wzniesienia i kierujemy się na parking. Dużo zielonego. Dużo lasów. Piękna, naturalna kompozycja. 


fanka w Jurze

góra Biakło


Rezerwat „Sokole Góry” to rozległy kompleks kopulastych wzniesień, rozciągających się na ponad 200 ha. Poza wzniesieniami na terenie rezerwatu znajdujemy wiele jaskiń i systemów podwodnych. Jednym słowem geograficzne bogactwo. 

Leniwe już późne popołudnie zakończyliśmy wizytą w pobliskim sklepie. Wieczorem miał być klasyczny, mięsny, kaszankowy grill ale nikomu nic się już nie chciało. Kolacją i drinkiem w ręku zakończyliśmy bardzo intensywny, pierwszy jurajski dzień. 

Jak zawsze zostawiam Was z bogatą biblioteką zdjęć. I wypatrujcie nowego wpisu. Będzie jeszcze ciekawiej. 

Tymczasem. Ci vediamo.

Bounagiornata.


poniedziałek, 21 czerwca 2021

Sokolica, najsławniejsza Polska sosna

Sokolica, najsławniejsza Polska sosna


Buongiorno.

Ciao amici.

Praktycznie koniec czerwca a ja nie zakończyłem jeszcze beskidzkiej, majowej opowieści. Za nami pełne emocji i pozytywnych wrażeń dwa dni z noclegiem pod gołą chmurką na Mogielicy. A przed nami? Pieniny, schronisko Trzy Korony i magiczna, słynna sosna na Sokolicy.

Wracając do wieczoru poprzedzającego wyjście na Sokolicę, o 22 tym co pozostali przy grze światło również zgasło. 


Miś w Pieninach

Tajemnicze wejście do wąwozu


Czyści, pachnący zasnęliśmy.

Poranek z kawą w pięknej okoliczności przyrody. I wymarsz.

Decydujemy się wyjść na Sokolicę zielonym szlakiem na początku, aby później odbić na niebieski szlak, i po drodze odwiedzając ruiny Zamku Pienińskiego. Omijamy wejście na Trzy Korony, które piękne górują i nad schroniskiem, i nad samą doliną. Z racji naszej czwartkowej wizyty w tym pięknym miejscu, turystów mijamy nielicznych, co nas nawet cieszy. 


Saluti Pieniny

Crossfitery


Początek podejścia w lesie bukowym. Jest czas i miejsce na rozgrzewkę. Szybko osiągamy wysokość 743 m.n.p.m. a co za tym idzie jesteśmy na wspomnianym wcześnie Zamku Pienińskim a bardziej na jego ruinach. Tu spotykamy przesympatyczną dziewczynę z bratem jak się okazuje. A jednak ktoś się tutaj pojawił. Kilka zdjęć na pamiątkę i schodzimy w dół. Opuszczamy zielony szlak i wchodzimy na niebieski szlak. Początek szlaku okraszony cudownym wodopojem, z którego skrzętnie korzystamy.


Trzy Korony


Po kilkunastu minutach opuszczamy leśny dukt i wchodzimy na skalisty odcinek, który ciągnie się do samego szczytu. Raz góra, raz dół. Skaliste serpentyny z pięknymi widokami na Dunajec. Przed wejściem na Sokolicę niespodzianka w postaci punktu z kasą biletową. Dwóch Panów strażników opowiada jakie to tłumy turystów można w tym miejscu zastać. Ostatnie kilka metrów podejścia i jesteśmy przy sławnej sośnie. Na Sokolicy. Widok na dolinę i w tle z Tatrami zapiera dech w piersiach. Pod nami piękny Dunajec. 


W tle Tatry

Przełom Dunajca


W takim miejscu jak to raz kolejny uzmysłowiamy sobie jakim pięknym krajem jest Polska. Kilka chwil odpoczynku i powoli kierujemy się w drogę powrotną. Niestety większość trasy powrotnej wiedzie tym samym szlakiem co podejście, ale od momentu kiedy wchodzimy na żółty szlak zaraz przy Polanie Wyrobek, wracamy już inną drogą. Po kolejnym odcinku leśnym okraszonym serpentynami schodzimy w przepiękny odcinek. Dolina i ścieżka wijąca się między skałami. Przepiękny odcinek. 


Leśne krajobrazy

Polana cudownie kwitnąca

Wodopój


Docieramy do samochodu. Przepak i czas powrotu nadszedł. Niestety. Szybko się kończy ta nasza kolejna górska przygoda. Beskidy raz kolejny nas zachwyciły. I mieliśmy wielkie szczęście do pogody. Jak się później okaże, trafiliśmy na prawdziwe, krótkie, górskie, okno pogodowe. 

Egzamin na 5+ zdał nowy uczestnik naszej cyklicznej już wyrypy czyli outdorowiec. 

Pieniny i Trzy Korony z pewnością do zaliczenia ponownego razem z famiglia. 


Pieniny


Ostatni dzień naszego pobytu najkrótszy z dotychczasowych ale bardzo ciekawy. W drodze powrotnej do Zielonej Góry już pojawiły się pierwsze sugestie i typy nowego kierunku wyjazdowego. Na giełdzie pojawiły się między innymi szlaki Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Mały Szlak Beskidzki. 

Gotowi na łapanie chwil. Gotowani na zdobywanie. Celebrację.

To były piękne, trzydniowe, beskidzkie penetracje.

Grazie mille amici.

Jak zawsze zostawiam was z galerią zdjęć. I zapraszam do lektury. Czytajcie, ładujcie akumulatory.

Ci vediamo prossima.

Buonasera.