poniedziałek, 23 marca 2020

Czeskie zamki. Parte Duo - Cesky Kroumlov


Jesteśmy u Czechów przecież

Buongiorno.
Kończąc poprzedni wpis, tak dla przypomnienia, wpis o zachwycającej za każdym razem czeskiej Pradze, obiecałem że w kolejnym wejściu będzie jeszcze ciekawiej, przynajmniej od strony zdjęciowej, słowami będę robił wszystko aby przenieść Was w te piękne miejsca które mi dane było zobaczyć, i oddać piękno tych miejsc opisując je w taki sposób abyście w napięciu oczekiwali kolejnego wersu.

warownia od pierwszej strony

widok z murów na miasteczko

kolejny view na miasteczko

Zatem przenosimy się w miejsce absolutnie magiczne. Nam dane było je zobaczyć w promieniach słońca. Wszystko owjane delikatną mgiełką, szronem, szczególnie w porze porannej okrywającym dachy, liście drzew.
Mowa tu o Ceskym Krumlovie. Mieście które posiada zabytkowe centrum miasta wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Miasto leżące nad Wełtawą, słynące z zamku zbudowanej na nadbrzeżnej skale. Zespól budowli tworzącej zamek, jest drugim, co do zajmowanej powierzchni, zamkiem w Czechach, po praskich Hradczanach. Uwagę przykuwa również monumentalna panorama tutejszego zamku, górującego nad malowniczą renesansową architekturą miasteczka leżącego u stóp zamku.

działający zegar słoneczny

dziedziniec zamku
Kolejna wielka atrakcja tego miasta to spacer po centrum o niepowtarzalnym średniowiecznym charakterze. 
Cesky Krumlov zaliczany jest do najpiękniejszych średniowiecznych zespołów urbanistycznych Europy, który każdego roku przyciąga setki tysięcy turystów z całego świata. To drugie po Pradze, najczęściej odwiedzane miasto w Czechach. 
Cesky Krumlov to również miasto filmowe. W mieście kręcone były zdjęcia do filmu Iluzjonista.
Poza tym kręte uliczki, romantyczne zaułki i unikalne zabudowania domów mieszczańskich, tworzą zwartą kosmopolitycznie, z wyjątkową atmosferą zabudowę tego miasta.

brama wjazdowa na dziedziniec 

widok na warownię od strony miasteczka

Zamek-warownia posiadającą bardzo bogatą historię, praktycznie od XIII wieku w niezmienionym stanie, zachwyca. 
Wszystkim tym którzy przejeżdżają przez Czechy jadąc w kierunku austriackim polecam zatrzymać się w tym pięknym mieście, choćby na chwilę. Jedyny minus wizyt jesienno-zimowych jest taki że nasi Czescy sąsiedzi, zamykają wszystkie swoje zamki i pałace, lub też mocno ograniczają wizyty ich wnętrz.

niesamowite uliczki

kolejny dziedziniec

i ponownie magiczna uliczka

apteka jakich już nie ma

piękno, bajkowe

rynek

Kolejna atrakcja turystyczna nie jest ograniczona w żaden sposób, można ją zwiedzać do woli i jest to atrakcja bardzo mocno wpisująca się historię Czech. Nie jest to zamek ani inna warownia. Tą atrakcją turystyczną jest browar znany na całym świecie produkowany w Czeskich Budejovicach. Budwar. Budweiser.

młyn wodny


kolejny widok na warownię

Browar znany, szanowany, piwo sprzedawane w 77 krajach na całym świecie, zachwyca podniebienia piwoszy od wielu lat. Nam dane było zwiedzić linie produkcyjne, zobaczyć na żywo jak wyglądają kadzie, skąd biorą wodę na ten szlachetny trunek, a jest nią 300-metrowa artezyjska studnia. Jakie są gatunki piwa produkowane w tym browarze.

piwowarskie kadzie

A jest ich kilka. Pardal, Oryginał, Free czy Dark. Kolejna ciekawostka to fakt że jest to browar państwowy. Tak, tak, browar państwowy. I od 2007 roku jest dystrybutorem marki Carlsberg na Czechy. Nam dane było jeszcze zdegustować piwo w jednej z hal produkcyjnych. Smakowało wyśmienicie. Złoty trunek, napój bogów. Cała wycieczka została zakończona w sklepiku przyfabrycznym. Naszym łupem padło kilka butelek złocistego trunku i trochę innych gadżetów.

pod porożem

Podsumowując wizytę w browarze. Mam porównanie z wizytami w kilku innych znanych browarach w Europie, i niestety śmiem stwierdzić że potencjał Budvara jest niewykorzystany do końca. Marka bardzo znana a sposób pokazania samej produkcji nie do końca satysfakcjonujący. Co nie zmienia faktu że każdy szanujący się miłośnik piwa browar powinien odwiedzić.

ratusz Czeskich Budzejowic

Koniec dnia zakończyliśmy spacerem po starej części Czeskich Budzejowic. 
Ciekawostka na koniec. Wiecie że tutaj produkuje się znane na całym świecie ołówki i kredki pod nazwą Koh-I-Noor Hardtmuth.

kraina piwem płynąca

złoty trunek

Cesky Kroumlov to perełka. Absolutna. Zamek, warownia, uliczki tego miasteczka tworzą niepowtarzalną atmosferę. A sam browar to tak jak już napisałem wcześniej, browar znany na całym świecie. Warto zobaczyć. 
Kolejny wpis już w nowej rzeczywistości. Rok 2020. 
#zostanwdomu, buonagiornata. Ciao. 


środa, 18 marca 2020

Czeskie zamki. Parte primo - Praga.

Stare Mesto, Praha

Ciao amici.
Mamy połowę marca. Koronawirus sparaliżował Polskę, Europę i Świat. Pandemia rules. Postanowiłem wykorzystać wolny czas i napisać długo wyczekiwany wpis na mojego bloga. Opowiem Wam o zamkach. Zamkach u naszych południowych sąsiadów. W planach znalazła się czeska Praga, pierwszy raz pod opieką przewodnika, Cesky Krumlov, Czeskie Budziejowice i sławny browar Budvar, Zamek Karlstejn i zamek Konopiste w Benesovie pod Pragą. 
Praga to prawdziwy podróżniczy klasyk. Nigdy się nie nudzi. A okazja zobaczenia jej najlepszych zakątków pod okiem przewodnika to nie lada gratka. Cesky Krumlov to prawdziwa perła. Średniowieczna starówka wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Budvar czyli browar znany jako Budweiser to prawdziwa legenda wśród piwowarów. Zamek Karlstejn to prawdziwy majstersztyk.  Jest najsłynniejszym czeskim zamkiem i jednym z symboli Królestwa Czeskiego oraz jednym z piękniejszych zamków w Europie. Na deser położony niedaleko Pragi zamek Konopiste. Prawdziwa czeska architektoniczna, podróżnicza śmietanka. 

Praska panorama

Pozostawała kwestia wyboru transportu i znalezienie firmy turystycznej która zapewni nam optymalne warunki do podróżowania. Wybór padł na zielonogórską firmę turystyczną Exodus - Jaworscy. Sprawdzona, pewna.
W bogatej ich ofercie znaleźliśmy właśnie tą ciekawie zapowiadającą się wycieczkę. Co prawda podróże autokarem nie są moimi ulubionymi ale bliskość w/w atrakcji spowodowała że zapadła decyzja o wspólnym świętowaniu zakończenia roku 2019 razem ze znajomymi i firmą Exodus.

praski zegar

molto turisti 

Nasza ekipa liczyła w sumie 6 osób. Wczesnym porankiem jeszcze 2019 roku wyruszyliśmy do Pragi. Podróż krótka ukwiecona popijaniem złocistego trunku. W Pradze meldujemy się w granicach godziny 11. Dość rześko. Zaczynamy naszą podróż po Pradze od wizyty na Strahovie. Pierwszy punkt programu to klasztor i biblioteka. Dalej winnica, brama i wyjście w kierunku centrum miasta. Przed naszymi oczyma pojawia się niesamowity widok na centralną część Pragi. To miasto za każdym razem zadziwia. 

pivovar Klasterni

Po drodze mijamy Klasterni pivovar. Powoli zbliżając się do centralnej części trafiamy na Pałac Toskański. Teraz w tym okazałym budynku znajduje się Ministerstwo Spraw Zagranicznych Czech. Wszystko nienaruszone. Żadnych śladów wojny. Nic. Wszystkie kamieniczki które nas otaczają są odrestaurowane i wyglądają bardzo okazale.

katedra 

Budzi się wyraźnie słońce. Jej grudniowe ciepło czujemy coraz mocniej. Jesteśmy na poziomie Masa Strana. Tu napotykamy ogrom turystów. Mamy szczęście. Będzie nam dane zobaczyć odprawę wart na Praskim zamku.

widok z mostu Karola

Defiladujący żołnierze w lśniących butach zawsze robią wrażenie. Kontrola na bramkach, skanowanie i wchodzimy na dziedziniec Zamku Praskiego. Symbol czeskiej państwowości. Siedziba prezydenta Republiki Czeskiej. Wyjątkowa zabudowa. Jeden z największych kompleksów zamkowych na świecie. Nad zamkiem góruje gotycka katedra św. Wita, Wacława i Wojciecha. Nas najbardziej tym razem zainteresowało grzane wino i przechadzający się turyści z całego świata.

grzaniec winny

Wpadło jedno wino, poprawiliśmy drugim. Uśmiech nie znikał z twarzy. Kolejny etap naszej podróży po Pradze to złota uliczka. Ogrody królewskie. Stąd też niesamowita panorama na Pragę. Schodzimy na dół i mijając naszą ambasadę docieramy do najsłynniejszego mostu w Pradze a jest ich kilkanaście, do mostu Karola. Łączy on dzielnice Masa Strana i Stare Mesto. Mijając bramę przystajemy na chwilę. Naszym oczom pokazuje się barokowy budynek. Klementinum. Czeska Biblioteka Narodowa. Jedna z najpiękniejszych bibliotek na świecie. 

urzekające ujęcie

Jedno szczególnie zdjęcie utkwiło w mej pamięci. Na gzymsie budynku siedząca dziewczynka. Docieramy na Stare Miasto. Praski zegar astronomiczny po lewej. Mnóstwo straganów. I miliony turystów. Praga nigdy się nie nudzi. Po duchowej strawie przychodzi pora na strawę kulinarną. Nieopodal Rynku znajduje się knajpa ala bar mleczny z niepowtarzalnymi karteczkami do notowania tego co jest na naszych talerzach. Różne rzeczy można mówić, że się przejadło ale knedliczki z sosem i kapustą są czeskim kulinarnym most have. I oczywiście złoty trunek. 

dziedziniec Zamku Praskiego

Zamek Praski

Pokrzepieni, ukontentowani przemieszczamy się w kierunku Dworca Głównego. Tam mamy zbiórkę. Po drodze Mijamy pięknie oświetloną stację metra Mustek, pomnik św. Vaclawa, Muzeum Narodowe i kończymy naszą wycieczkę po Pradze. Kolejna, bardzo udana wizyta w tym wyjątkowo pięknym mieście. Niby człowiek widział to już kilka razy ale takie architektoniczne rarytasy jak most Karola, Zamek Praski czy stare Miasto nigdy się nie znudzą. Tym razem wszystko to okraszone ciekawostkami pana przewodnika. 

jedna z bram wejściowych na most Karola

Praga podczas wojny nie ucierpiała w ogóle. Zachowała się w pięknym stanie i zadziwia kolejne pokolenia turystów z całego świata. Kolejny dzień zachwyci jeszcze mocniej ale o tym w następnym wpisie. 

Dobrej nocy. Buona sera. #zostańwdomu. 

poniedziałek, 16 grudnia 2019

Procida, wyspa niedaleko Neapolu. Italia 🇮🇹

Procida, jak kopciuszek

Procida. Italy.
Ciao amici.
Wieczorową porą pragnę skończyć story o wspólnym wyjeździe do Neapolu. Samo przepiękne miasto kontrastów, Pompei i Wezuwiusz, pizza, prosciutto i wino. 
Nie udało się w niedzielę ze względu na warunki atmosferyczne to postanowiliśmy w poniedziałkowy poranek wyruszyć w rejs na oddaloną o 45 minut od brzegów Neapolu wyspę Procida.

Marina Grande wczesnym rankiem

Aby zdążyć na popołudniowy samolot do Wrocławia na wyspę musieliśmy się udać dość wcześnie aby bez wielkiego pośpiechu móc zobaczyć to co najciekawsze na wyspie. A wyspa ma do zaoferowania całkiem sporo.
Wczesnym rankiem sprawdziłem tylko na stronie lokalnego przewoźnika czy żaden rejs nie został odwołany. Ufff. Wszystko pływa. My skorzystaliśmy z firmy caremar.it. U nich kupiliśmy bilety i o 8 zameldowaliśmy się na pokładzie statku płynącego na wyspę. Większość podróżujących to pracujący na wyspie. My stanowiliśmy chyba jedyną grupę turystyczną. Nie obyło się bez deszczu. Co za pogoda. Miało nie padać. 

po tej stronie knajpki też zamknięte
Na szczęście po 45 minutowym rejsie wysiadając przy nabrzeżu wyspy chmury zaczęły znikać i powoli na pierwszy plan zaczęło wysuwać się słońce. Na pierwszy już rzut oka można było stwierdzić że sezon już jest oficjalnie zakończony. Mówię oczywiście o sezonie letnim. Leniwe uliczki. Umiarkowany ruch. Większość jachtów w marinie już przykryta brezentem. Nic to. Idziemy.

Marina di Corricella

Ale za nim przejdę do szczegółów naszej wizyty na wyspie kilka słów o niej.
Procida to jak trafnie opisano ją na łamach National Geographic to: „skromna, bezpretensjonalna i jednocześnie piękna w swojej prostocie”, jest niczym kopciuszek. Leżąca w Zatoce Neapolitańskiej, wchodzi w skład wysp Flegrejskich. Wyspa rybaków. I ludzi pracujących na morzu.

widok na więzienne mury z mariny

Dopływamy do portu. Marina Grande. Tu cumują promy. Wysiadamy i kierujemy się w lewo. Mijamy kilka otwartych knajpek. Na śniadanie jeszcze za wcześnie. Postanawiamy że na dobre espresso i cornetto zajdziemy tu w drodze powrotnej. Naszym pierwszym celem jest najwyżej położony punkt na wyspie czyli Terra Murata. W tym miejscu do 1988 roku funkcjonowało więzienie o zaostrzonym rygorze. Idziemy sprawdzić. Poza tym z tego miejsca rozpościera się pocztówkowy widok na najładniejszą część wyspy czyli Marina della Corricella. Opieramy się trochę na mapce znalezionej na Italia-by-natalia.pl. Dochodzimy do centralnej części tej części wyspy i rozpoczynamy wspinaczkę przez via Principe Umberto. Wąskie uliczki, sporo samochodów. Leniwy poniedziałek. Zapomniałem że na wyspie nie ma urlopów i większość krąży między szkołą, sklepem a domem. Docieramy do byłego więzienia. Straszy. Mroczna zabudowa. Nieco zaniedbana. Ale faktycznie widok na marinę jest odjazdowy. Kolorowe domki, zróżnicowane, każdy inny, ich obraz tworzy ciekawą mozaikę. Zagłębiamy się w przewodniku. Procida to również wyspa „kina”. Tu powstały trzy filmy z najbardziej znanym „Listonoszem”. Il Postino nominowany do 4 nagród oscarowych otrzymał jedną z nich, lecz na stałe wpisał się do klasyki włoskiego kina. 

mroczne pomimo wczesnej pory

budynek więzienia

Tu na górze po zamknięciu więzienia życie również rozkwitło. 
Schodzimy na dół. Mamy do dyspozycji dwie dobrze oznakowane drogi. Mnóstwo schodów i wiele drzwi mieszkańców mijamy po drodze. Większość łodzi stoi przycumowana. Kolorowe domki jakby opustoszałe. Restauracje i trattorie pozamykane. Sezon letni bezpowrotnie zamknięty.

Italiano ragazzi

Wracamy. Tym razem schodami do góry. Po drodze mijamy budynki szkoły. Innych mieszkańców. Nikt poza nami nie chodzi na piechotę. Skutery wszechobecne. Cieszymy się dobrą pogodą i pomarańczami które spadają z drzew jak nasze jabłka. Takiej okazji nie można przepuścić. Zrywam dojrzały owoc, obieram go i zjadamy soczysty owoc. Rewelacja. Inny zupełnie smak niż te nasze. Powoli schodzimy do głównej części portu. Chcemy kawy.
Siadamy w świetnej kawiarni i zamawiamy. 

Marina Grande w słońcu

W ręce wpada mi świeża, włoska prasa. W tym samym czasie we Florencji czy Wenecji dochodzi do gwałtownych podtopień. Raczymy się cornetto con marmelatte i dopo espresso. Wszystko smakuje wybornie. Nieprawdopodobna jest ta wyspa. Słońce wyszło za chmur i stało się bardzo niebiesko. Kolorowo. Wracamy do Neapolu. W drodze powrotnej do apartamentu jeszcze drobne zakupy, oryginalna kawa. Spotykamy się jeszcze z właścicielem lokalu. Ostatnie rozliczenia.

większość knajpek już zamknięta

Pakujemy plecaki i powoli wracamy na Piazza Garibaldi. Stąd autobusem dojeżdżamy na lotnisko. Gwar centrum Neapolu zamieniamy na gwar lotniskowej hali. Tu dla kontrastu również delektujemy się kawą. Espresso na lotnisku tylko 1,20 euro. Bez żadnych problemów wracamy do Wrocławia. W samolocie jeszcze dłuższa pogawędka z siedzącą obok pasażerką. Ona czyta dzieło naszej noblistki czyli Olgi Tokarczuk. Ja piszę bloga. Okazuje się że rozmowę zaczęliśmy zdecydowanie za późno. Dużo interesujących i inspirujących myśli.

ta ładniejsza marina

Wracamy do Zielonej Góry. Kolejny wyjazd za nami. Bardzo udany zresztą. Mnóstwo zdjęć i jeszcze więcej zachowanych obrazów. 

lei compleanno

Polecam Wam wszystkim Neapol. Miasto inne niż wszystkie znane mi metropolie. Miasto zdecydowanych kontrastów. Obiecałem dzieciom że ich tutaj zabiorę. 
No i ten samo pizzy. Moltissimo.
Udanego wieczoru.

Buon fine sera.

niedziela, 8 grudnia 2019

Compleanno a Napoli🇮🇹


Neapol, w tle Wezuwiusz

Compleanno a Napoli
Niedziela. 17 listopada. Za oknami deszcz. A jeszcze wczoraj w promieniach słonecznych podziwialiśmy piękno Pompei. I Wezuwiusza. 

Piazza Mercato

Dzień urodzin. Nie, nie mój. Mojej moglie czy żony. To główny powód wizyty w Neapolu. Zatem celebrujmy. 
Jeszcze poprzedniego dnia, wieczorem wracając do naszego apartamentu zajrzeliśmy do naszego zaprzyjaźnionego negozio czyli sklepu i kupiliśmy prosciutto i pancetta, oraz formaggio i kilka butelek wina. Czerwonego, czyli rosso ze znanej nam winnicy w Toskanii. Jedyne 5 euro za butelkę. Perfetto.

Castel di Nuovo

Słuchajcie, ale to jak wyglądała krajalnica to mistrzostwo świata. I ten zapach. Ciągnąca się szynka. Majstersztyk. 
Dobra ale już jest rano. Kwiaty. Wcześniej popytałem naszego gospodarza gdzie w pobliżu mogę kupić fiori czyli kwiaty. 450 metrów od nas na Piazza Mercato otwarta jest kwiaciarnia. Zanim jednak wyszliśmy z outdorowcem w poszukiwaniu wiązanki przygotowaliśmy wykwintne śniadanie godne urodzin. Pane czyli chleb, oliwa, wspomniane wcześniej szynka i boczek i dzieci teraz nie czytać, otworzyliśmy wino. Poranek zapowiadał się deszczowy więc stwierdziliśmy że spróbujemy przetrzymać opad celebrując w domu urodziny. Zestaw śniadaniowy wyborny. 

Castel dell'Ovo

W pewnym momencie zostawiamy nasze żony i udajemy się na Piazza Mercato. Dzielnica targowa. I faktycznie taka jest. Wszystko za 1, 2 lub 3 euro. Swetry, kurtki i nie bibeloty. Mnóstwo handlarzy. I zaskakująca liczba pań lekkich obyczajów. Zalotnie mrugając do nas zapraszały do konwersacji. Pozostawialiśmy im delikatny uśmiech. Poszukując kwiaciarni zwróciliśmy nie po raz pierwszy raz na kapliczki i zapach świeżego prania. Tak oto w tych wąskich uliczkach nad nami wisiały prania. Kontrast. Nieoczywistość. A kwiaciarni jak nie ma tak nie ma. NIe wiem może gdzieś w innej bocznej uliczce. Szkoda. Wracamy do domu dokończyć colazione czyli śniadanie. Przestaje padać. Wzmaga się tylko wiatr. 

Castel di Nuovo

Pierwotnie tej niedzieli mieliśmy się udać na jedna z wysp pobliskich. Procida. Najmniejsza z trójki. Capri. Ischia. Poniekąd piękna. Kolorowe domki w zatoce. Stare więzienie o zaostrzonym rygorze. Jest szansa że może spróbujemy jutro. Niemniej wychodząc na spacer udaliśmy się do naszej „kawiarni” na espresso i cornetto con marmelatte. 

Galeria Umberto I

Smakowało wybornie. Swe kolejne kroki skierowaliśmy w kierunku portu, gdzie obok niego usytuowana jest pierwsza atrakcja turystyczna zaplanowana na ten dzień czy Castel Nuovo. Okazuje się że faktycznie spokojnym tempem do portu docieramy po 15 minutach. Wieje. Przy nabrzeżu zaparkowane dwa wielkie norweskie wycieczkowce. Udajemy się do punktu odpraw. NIe to miejsce. Kasy biletowe tylko dla dużych statków. Z kilku blogów pamiętam że kasy dla mniejszych armatorów wyglądają nieco inaczej. Wychodzimy z dworca i zaraz po lewej stronie pojawiają się miejsce nas interesujące. 

Morze Tyreńskie

Kasy otwarte. Zapada szybka decyzja że może spróbujemy popłynąć. Zatem podchodzę ochoczo do kasy i pięknym włoskim zamawiam 4 bilety. W odpowiedzi słyszę tylko że non tempo czyli nie ma pogody i po sekundzie widzę przed sobą informację w języku angielskim o treści: w dniu dzisiejszym ze względu na fatalne warunki atmosferyczne nic nie pływa. Krótko i na temat.

sufit galerii Umberto

Pada pytanie a może jutro. Forse czyli może. 
Idziemy pod zamek. Zatem Castel di Nuovo. Trzy wielkie wieże, brama wjazdowa. Gotyk. NIegdyś rezydencja króla Neapolu którego stolicą było Palermo. Wizytówka miasta. Znajdując się w porcie i stojąc do niego tyłem pierwsze co widzimy to mury tego wielkiego zamku. Teraz ten gotycki zamek otoczony jest nowoczesną zabudową. Wychodząc z niego kierujemy się do centrum, na Piazza del Plebiscito. Po lewej mijamy mury Zamku Królewskiego. Nasze oczy przykuł jednak budynek Galerii Umberto. Piękny, z wielkimi witrażami budynek spełnia dziś centrum handlowego ze sklepami marek kompletnie nam nie znanych. Wzorowany na podobieństwo mediolańskiego Vittoria Emanuele. Robi wrażenie. 

Galeria, wnętrze

centro galerii

Dalej przed nami dużo turystów i wspomniane wcześniej Piazza del Plebiscito. Po jednej stronie Zamek Królewski a na przeciw kolejna bazylika. Tym razem San Francesco di Paola. Pod nami katakumby. Niestety w dniu niedzielnym zamknięte. A ochota była na odwiedziny miasta pod miastem. Co do samej bazyliki. Polecane jest wejście i zachwyt nad jej wielką kopułą przypominającą tą znaną z Florencji. Nic to. Innym razem. Z tego wielkiego placu udajemy się na nadbrzeże w poszukiwaniu Castel dell”Ovo. Ale za nim tam dotrzemy przed nami i nie boję się tego użyć, orgia chmur, wiatru i wody. Wezuwiusz schowany w chmurach. Morze Tyreńskie szaleje. Stojąc w tym miejscu i spoglądając w morze zdajemy sobie sprawę z tego jak wielką moc ma żywioł. Woda. I nie dziwi nas już fakt wstrzymania ruchu morskiego w dniu dzisiejszym. Orgia. Niesamowita. Można podziwiać słońce i góry ale w równym stopniu zachwyca nas wiatr i fale i szalejące morze. Do Castel dell’Ovo nie wchodzimy gdyż ze względu na warunki atmosferyczne zamek jest nieczynny. 

Zamek Królewski


Zamek Królewski 

Bazylika

Warownia robi wrażenie. Umiejscowiona na cyplu pełniła kiedyś zadania obronne. Ciekawostką jednak jest fakt że zamek ten nosi nazwę „Jajeczny Zamek”. Otóż legenda głosi że rzymski poeta Wergiliusz posiadał takie jajko. Zmarł. Pochowano go w Neapolu a jajko wbudowano w fundamenty zamku. Do zamku prowadzi 100 metrowa grobla. Ulubione miejsce nowożeńców. Pogoda nie rozpieszcza. A szkoda. Podejrzewam, że w ciepły dzień promenada jest pełna ludzi i kolorytu. 

Chiesa 

Uciekamy do centrum do dzielnicy Spagnola. Quartieri Spagnola to tętniąca życiem dzielnica handlowa poprzecinana niezliczoną liczbą uliczek i schodów. I prania wiszącego nad nami. Koloryt i szum. Popularne sieciówki odzieżowe i nieznane sklepy włoskich projektantów. Mnóstwo trattorii i pizzerii. Via Toledo znana już nam. I zupełnie przypadkiem trafiamy w miejsce gdzie po kilku minutach spoglądamy na Neapol z góry. Tubylcy twierdzą że aby zrozumieć Neapol i ich mieszkańców należy spojrzeć na miasto właśnie z wysokości. Mowa tu o wzgórzu Vomero i odwiedzinach zamku Sant’Elmo. Aby się tam dostać my wybieramy komunikację miejską w postaci wagonika, Funicolare, nieco przypominającego ten w Perugii. 

widok z Castel Sant'Elmo

i tu także

A później po pokonaniu kilkunastu schodów i kilku zakrętów, zakupie biletu wejściowego do zamku w cenie po 5 euro dla posiadaczy karty CampaniaArteCard popadamy w zachwyt nad widokiem. 
Sam zamek, średniowieczny, pełnił kiedyś rolę rezydencji królewskiej i jego dworu, później pełnił funkcje obronne i funkcje kontrolne nad mieszkańcami , i pełnił też role więzienia dla politycznych i religijnych przeciwników. Widok z 
jego murów jest faktycznie imponujący. 

mury twierdzy

Tą samą drogą zjeżdżamy na dól. Udajemy się do stacji Dante i z małymi problemami wysiadamy na stacji niedaleko stadionu klubu piłkarskiego Napoli. Calcio we Włoszech to religia. Maradona to bóg. Nowa historia Napoli to także historia dwójki naszych kadrowiczów, Zielińskiego i Milika. Sam stadion. Wielki i do wyburzenia. Świątynia piłki w Neapolu nie robi dobrego wrażenia. Nie przeszkadza to mi na zrobienie kilku zdjęć na jego obrzeżach. Szkoda że nie mam okazji aby zobaczyć go od środka. Wracamy na stację Montesanto. Zresztą nową, przepiękną. Udajemy się do Centro Storico. 

widok faktycznie powala

W brzuchu burczy zatem poszukujemy przyjaznego miejsca aby kontemplować urodziny. Po kilku minutach jesteśmy w Antica Pizzeria dell’Angelo. Nie pytajcie jaka to rozkosz kiedy w ustach masz tutejszą pizza. Saluto na cześć moglie, tym razem we Włoszech piwo smakuje bosko. Świetny wieczór. Wypełniony kolorytem tego fascynującego miasta. 

Napoli sempre

Wieczorny spacer ulicami Neapolu. Smak pizzy zostaje z nami do samego wieczora. Udane urodziny. Zdecydowanie. Inne. Poza domem. Kiedyś 40-stka w Tbilisi. Teraz Neapol. Kładziemy się spać. Sporo kilometrów w nogach. A jutro wcześnie rano jak pogoda pozwoli a prognozy są obiecujące, wizyta na wsypie Procida. 
Saluto. Buonasera.
Ciao amici.

Udanego wieczoru.