sobota, 21 września 2019

Oslo, Norwegia 🇳🇴

Oslo, port

Ciao amici.
Wakacje co prawda już za nami lecz wspomnienia o miejscach w których byliśmy będą wracały jak bumerang. 
Powoli kończymy wątek szwedzko-norweski. 
Środa, wakacje, Fjallbacka. Rejestrujemy nasze samochody na specjalnej stronie dzięki której podróż po Norwegii będzie miła i unikniemy niepotrzebnego stresu związanego z przemieszczaniem się samochodem po tym pięknym kraju. Strona www.epcplc.com bo o nie mowa umożliwia rejestrację zarówno auta własnego jak i tego z wypożyczalni. Podpinamy pod to własną kartę kredytową z której zostaną zabrane środki na pokrycie ewentualnego przejazdu przez autostrady, tunele, jak i wjazdy do centrów miast. Proste i nowoczesne. 

Mekka narciarstwa

zeskok skoczni

Zatem jak się domyślacie w czwartek jedziemy do Norwegii a głównym naszym celem jest Oslo. Miasto, stolica oddalona od Fjallbacka o jakieś 140 km. I jest w tym mieście Holmenkollen, czyli skocznia narciarska i mekka narciarstwa biegowego, sportu narodowego Norwegów. To główny cel. Samo Oslo, położone nad zatoką nie jest pozbawione zabytków i bardzo ciekawych miejsc które zdecydowanie warto odwiedzić. 

widok na strzelnicę i trasy biegowe

Game of Thrones

sławne narty

Wyruszamy zaraz po śniadaniu. Fjallbacka żegna nas delikatnym wiatrem. Dzień rozpoczynam oczywiście kąpielą w morzu Północnym, tym razem w wersji solo. Kierujemy się na autostradę. Szybko pokonujemy kolejne kilometry i meldujemy się na granicy szwedzko-norweskiej. A na granicy niespodzianka w postaci żołnierzy i policji która kontroluje każdego wjeżdżającego pod kątem obecności alkoholu we krwi. Bez problemu przechodzimy kontrolę. MIłego dnia i dalej w drogę. 
pierwsze wiązania

pierwsze "outdory"

sekcja ze smarami

i klistrami
Im bliżej Oslo zmienia się niestety i pogoda czyli zaczyna padać, oraz krajobraz. Więcej gór, więcej wody. Sporo tuneli. Planując podróż do Oslo i opierając się już na własnych doświadczeniach z wizyt w dużych miastach i tym razem wybrałem opcję, zostawiamy samochód na przedmieściach i korzystamy z komunikacji miejskiej. Metro, autobus czy tramwaj. W miaro tanio, wygodnie i bez nerwów. I tak też czynimy tym razem. Samochód zostawiamy na parkingu przy stacji metra Mortensrud. Bilety kosztują nas 108 kr norweskich dla dorosłej osoby i 54 korony dla dzieci. Bilety 24 h. Żyć nie umierać. Wsiadamy do metra, linia nr 3, zielona i udajemy się do stacji Holmenkollen. Jedziemy jakieś 20 min. Niestety pada coraz mocniej. Holmenkollen to wzniesienie na przedmieściach Oslo. Tam też stoi nowoczesna skocznia narciarska w której to umiejscowiono muzeum narciarstwa, byłem, bardzo bogata kolekcja nart, sanek, i wielkiej historii norweskiego i nie tylko narciarstwa. Zapomniałem dodać że w centrum miasta musimy się przesiąść na linię nr 1.

wejście na "starą" ulicę w Oslo

Jesteśmy w Holmenkollen. Leje. I jak na złość mgła. Niedobrze. Szybkim krokiem zmierzamy ku skoczni. Pada.
Niewiele widać. Zeskok ledwo widoczny. Jest muzeum. Przynajmniej nie pada na głowę. Ja kupuję bilet do muzeum i na wjazd do gniazda skoczni. Na samej jej szczycie jest punkt widokowy dzięki któremu można zobaczyć całą panoramę Oslo i nie tylko. Nie tym razem. Mgła. Ale samo muzeum bardzo bogate w zbiory. Ekspozycja podzielona na czasy pierwszych ludzi na tym terenie, poprzez kolejne pokolenia narciarzy kończąc obecnych czasach. Narty dominują. Ciekawie.

Zamek Królewski

Postanawiam jeszcze z outdorowcem zobaczyć sławne trasy biegowe i strzelnicę biathlonową. Pada. Czasem leje. 
Wracamy do centrum. Odwiedziny w Holmenkollen ponowimy. 

królewski fort

warownia z XIII wieku

Meldujemy się w centrum. Na szczęście mży. Udajemy się do Zamku Królewskiego. Spacerujemy wokół zamku. Służba królewska wygląda dość dziwnie. NIscy chłopcy. Jeden jakby przysypiał. W żadnym wypadku nie przypomina to służby która chroni swe królowe w Kopenhadze przykładowo. Może faktycznie też patrzą na życie z przymrużeniem oka. Dla mnie  w dechę. 

Sentrum
Dla porządku dodam tylko że zamek Królewski znajduje się na Slottsplassen. Piękne otoczenie. Park. Tubylcy krzyżują swe drogi z turystami. 

Sentrum również

My udajemy się do centralnej części Oslo. Port. Najdroższa ulica Oslo. Karl Johans gate. Po drodze mijamy budynek parlamentu, oraz dziwnie wyglądający budynek Ratusza. Jakby żywcem wyciągnięty z PRL. Modernistyczna bryła, wielka stoi w centralnej części placu. Obok budynek Nobla. W tym właśnie miejscu wręczane są znane na całym świecie Nagrody Nobla. Jak pamiętamy kilkoro naszych rodaków stało się szczęśliwymi posiadaczami statuetki Nobla. 
W planach było wykorzystanie biletu dzięki któremu mieliśmy popływać po zatoce ale wietrzna i mokra pogoda odstraszyła.

Ratusz

Niestety skutecznie. 
Udaliśmy się więc do twierdzy Akershus. Zbudowany w XIII wieku fort robi wrażenie. Poza tym z murów piękny widok na Oslofiord. Poza tym trzeba pamiętać że ta warownia jest nadal królewską instytucją. Idealne miejsce na spacer. Gdyby nie padało. Dzieci zaczynają marudzić. Najchętniej wróciłyby do domu. 

Budynek Nobla

Postanawiam oszukać wycieczkę i pod pretekstem szukania stacji metra docieramy pod cudownie, nowocześnie wyglądający budynek opery. Budynek, po którego dachu możemy spacerować. Postanawiamy ten fakt wykorzystać. Pozostali ogrzewają się wewnątrz. Faktycznie robi wrażenie. I samo Sentrum miasta. Mnóstwo nowoczesnych budynków. Te wszystkie szklane budynki świetnie wkomponowane są w stare budynki. 
NIc to. Podziwiamy to wszystko z dachu budynku opery. 

Gmach Opery

Po tym wszystkim wracamy do Fjallbacka. 
Oslo oferuje poza tym jeszcze muzeum Muncha ze sławnym „Krzykiem”. Muzeum Narodowe. Muzeum Wikingów. I jeszcze wiele innych atrakcji. Wzgórze Ekeberg. Katedra. Astrup Fearnley Muzeum. I jeszcze wiele innych atrakcji.
Z dodatkowych ciekawostek. Norwegowie są drugim krajem pod kątem spożycia kawy. Mieszanka kulturowa widoczna na ulicach. Pogoda niestety popsuła nam szyki. 
Niemniej wracamy zadowoleni. Z przekonaniem że do tego miasta z pewnością wrócimy. 
Może zimą w czasie sezonu zimowego aby pobiegać na nartach biegowych. Kto wie. 
Powrót do Fjallbacka. Suszenie butów. Wspominamy, pomimo wietrznej pogody za oknem stolicę Norwegii bardzo ciepło.
Przed nami odkrywanie Goeteborga. Ale to już następnym razem.

Buona sera. Podziwiajcie zdjęcia. Ciao. 

niedziela, 8 września 2019

Fjallbacka, rezerwat Tjurpannan i ruiny zamku Hornborg. Szwecja.

Tjurpannan w całej krasie

Piękny dzień we Fjallbacka. Po porannej kąpieli w Morzu Północnym, pełni energii spożywamy pyszne śniadanie. I snujemy plany na dzisiejszy dzień. Chcemy go poświęcić na pełną wizytę w samej Fjallbacka. Posnuć się trochę po tym wielce urokliwym miasteczku i co najważniejsze, poszukać śladów opisywanych w kryminałach Camilli Lackberg. Kanion, cmentarz, i inne zakamarki opisywane w książkach są dla nas priorytetem. A co po za tym. Chcemy się wybrać na półtora godzinny rejs wokół archipelagu wysepek stanowiących piękne urozmaicenie krajobrazu widzianego z nadbrzeża. 

Fjallbacka, widok na wąwóz

Ciekawostką tegoż rejsu jest fakt że na jednej w wysepek swój dom posiadała bardzo znana aktorka, Ingrid Bergman.

skwer z Ingrid Bergman w roli głównej

Przez ponad 20 lat odwiedzała to urocze miejsce i na wyspie zwanej - Danholmen, wypoczywała z pewnością. Kolejna atrakcja oddalona jest od nas o niecałe 20 km w kierunku północnym. Tymże miejscem jest rezerwat zwanym Tjurpannan.

wrzosy na wzgórzu

Zaczynamy spacerem w kierunku Wąwozu Królewskiego. Kungssklyftan. Zanim tam docieramy stajemy w centralnej części Fjallbacka gdzie na skwerku znajduje się popiersie Ingrid Bergman i stała wystawa zdjęć dokumentująca najważniejsze wydarzenia związane z jej pobytami w tym miejscu. Zaraz obok stoi plac zabaw i wejście do wąwozu opisanego w „Kaznodziei” przez królową szwedzkich kryminałów. Wąwóz w jego centralnej części jest wąski. 

i jezioro 

widok na przystań

Ograniczają go dość wysokie ściany a nad naszymi głowami dosłownie wiszą wielkie głazy. Zaraz po tym odcinku zaczyna się sekwencja drewnianych schodów, które wiją się ku szczytowi. Wchodzimy po nich na górę i mamy całą Fjallbacka pod sobą. Widok doprawdy zachwycający. Bardzo podobny zresztą do tego z dnia wczorajszego. Dla przypomnienia - Grebbestad i wzgórza znajdujące się nad miastem. 

i archipelag widoczny

i kolejne spojrzenie na marinę

My stajemy w najwyższym punkcie i podziwiamy z zachwytem to co wyrosło przed naszymi oczyma. Archipelag wysp, morze, jachty. I piękna natura wokoło. Na górze odnajdziemy niebieski szlak. Vettebergsleden i Runt Sjon. Takie kierunki mamy do dyspozycji. Wśród porastających wzgórze wrzosów odnajdujemy jeziorka większe i mniejsze. Cudownie mija nam czas. Słońce. Delikatny wiaterek. Obchodzimy wzgórze niebieskim szlakiem i schodząc, wracamy do centrum. 


Tjurpannan

wrzosowiska

Udajemy się do miejsca w którym rezerwujemy rejs. Odpływamy o 16. Mamy zatem jeszcze sporo czasu. Wykorzystujemy to i przenosimy się do rezerwatu Tjurpannan. To jeden z najbardziej wysuniętych odcinków kontynentu na wybrzeżu Bohuslan. Aby zwiedzić ten niezwykle piękny fragment Szwecji do wyboru masz dobrze oznakowane trasy. Jest ich w sumie 6. My wybraliśmy niebieski odcinek. W sumie 3,3 km. Jak się okazało niebywałego zachwytu.

i widać morze

i sztuczne jeziora

Mijamy wrzosowiska, jeziorka, podmokłe tereny. Poza tym klify, latarnię morską, oczywiście samo morze. I pasące się czarne owce. Czas mija nam beztrosko. Widoki oszałamiające. Kto nie był powinien jak najszybciej nadrobić zaległości. Jesteśmy w tym miejscu dzięki naszej Susan.
i kolejny zachwyt nad morzem

zatoka zachwyca

gwiazdy z pudelka

Molto bene.
Wracamy do Fjallbacka gdyż na 16 mamy zarezerwowany rejs. 15.47 stawiam się pod budynkiem agencji. Pani zamyka urząd. Informuje mnie że już za późno. Pytam dlaczego, przecież spóźniłem się raptem 2 minuty. Pada krótkie - sorry. Statek na mych oczach odpływa. Na miejsce zbiórki docierają pozostali i nie do końca dają wiary mym informacjom. Tym razem nie żartuję. Pojawia się delikatny smutek i pytania dlaczego. Nie wiem. Ta cała sytuacja jest delikatnie niejasna. Statek miał wypłynąć o 16. A już o 15.47 był zapełniony turystami. Może wyprzedzę fakty ale ta sytuacja była jedyną skazą podczas naszego udanego pobytu w Skandynawii. Trudno.


Fjallbacka

Fjallbacka, widok na kościół od strony cmentarza
Raczymy się słońcem i postanawiamy udać się do kościoła znanego również z kryminałów i po drodze zahaczyć o cmentarz znany również z kart kryminałów. Miasteczko jest bardzo małe więc dotarcie w te dwa miejsca zajmuje nam kilka minut. Kościół niestety zamknięty. Cmentarz nie. Przy wejściu odnajdujemy grób niemieckich żołnierzy o którym mowa w jednej z części kryminałów. Natrafiamy również na nagrobek ojca Camilli Lackberg.  
Dzień w rozkwicie. Szukam jakieś zastępczej atrakcji. Na południe od Fjallbacka znajduje się Hamburgsund a w nim przeprawa promowa, która może będzie jakąś alternatywą na brak rejsu i wzgórze z ruinami zamku. Hornbore slottsruin. 
Długo się nie zastawiając wsiadamy w nasze wypasione Volvo i jedziemy.

bohaterowie kryminału

Docieramy na miejsce po kilkunastu minutach. Zaczynamy od obiektu historycznego. Zamek Hornborg swe czasy świetności datuje się na przełom XV i XVI w. Na wzgórzu nie ma jednak po nim śladu. Jedno jest pewne. Widok z okien musiał być niesamowity. Niemniej za nami kolejna lekcja historii. I prawdziwa uczta dla naszych oczu. 

widok z ruin zamku Hornborg

i tu również

Przenosimy się do centrum Hamburgsund. Niewielki, portowe, rybackie miasteczko. Szukamy promu. Znajdujemy go po chwili. I niestety kolejne rozczarowanie. Prom pokonuje odległość może 100-150 metrów. Nie ma sensu wjeżdżać na platformę. Tym bardziej że po drugiej stronie mamy tylko kilka zabudowań. Mijamy pięknie zachowany sklep rybny i wracamy do Fjallbacka. 
Kolejny bardzo udany dzień na szwedzkiej ziemi. I nie zmąci go incydent z rejsem a raczej jego brakiem. 
Dochodzę do wniosku że Szwecja poza ogromną ilością lasów porastających interior, mniejszych i większych jezior, brakiem ludzi w każdym zakątku chowa przed turystami jeszcze wiele niewiadomych. 

A to co nieoczywiste jest najlepsze. 

wtorek, 3 września 2019

Grebbestad, Tanumshede, Sodra Bullaresjon, Szwecja 🇸🇪

Grebbestad

Jesteśmy ponownie w Fjallbacka. Poranek wietrzny ale spoglądając w niebo jesteśmy dobrej myśli.
Wybraliśmy się z outdorowcem obejść miasteczko. Sprawdzić co i jak. Idąc w kierunku portu spotykamy raptem dwie osoby. Zwyczajowe dzień dobry po szwedzku czyli „god morgon”. Poza tym Szwedzi używają krótkiego „haj haj”. 
Zachwycamy się ciszą i spokojem. Wszystkie domki wyglądają jakby były nie zamieszkałe. Budowane pewnie w stylu szkieletowym. Dużo drewna. Docieramy w miejsce gdzie jak się okazuje miejscowi korzystają z uroków mieszkania nad morzem. MIejsce do przebrania się, drewniany pomost. Dwie skocznie. Nic tylko korzystać. No i my żałujemy że nie zabraliśmy ze sobą kąpielówek. Z tej perspektywy miasteczko wyglada jeszcze bardziej ciekawie. Mnóstwo przycumowanych jachtów. W tle wieża kościoła. Nad miastem góruje jednak kawał skały na który zresztą wejdziemy ale później. Poniekąd z góry widok zachwyca. 
Wracamy na śniadanie. 

Fjallbacka o poranku

widok na Fjallbacka z miejsca kąpielowego

Szefowa dba o oto aby nikt głodny nie wyszedł. Kawa, herbata, soki, wyciskane świeże również. Mnóstwo owsianek. Jogurty naturalne i owocowe. Sery. Wędliny. Jajka. Wiele różnorakiego pieczywa. Naprawdę jest wszystko. Dyskutujemy o planach na dzień dzisiejszy. Na pierwszy plan bierzemy miejscowość leżącą kilkanaście kilometrów od Fjallbacka. 

Tu jest Fjallbacka

w centralnej części Fjallbacka swą ulicę ma Ingrid Bergman

Grebbestad. Miasteczko a jakże portowe. Bardzo podobne do Fjallbacka. Stawiamy samochody na parkingu wzdłuż promenady. Mnóstwo pływających jednostek, mniejszych i większych. Knajpki z widokiem na zatokę. W centrum miasta sklep z dobrodziejstwem mórz i oceanów. Zapachy zachęcają do odwiedzin. Znajdujemy również dwa sklepy spożywcze: Coop i ICA. Lądujemy pod kościołem. Niestety wejść nie możemy gdyż remont. Sam kościół to neogotycki, zbudowany z prawdziwego szwedzkiego granitu gmach. Niestety remontowany więc z wizyty wewnątrz nici. Nad nami mewy. 

Grebbestad kyrka

Czuć zapach smażonej i wędzonej ryby. W porcie można kupić ostrygi. Chwila kontemplacji pozwala na obserwację miasta z nieco innej perspektywy. Obok kościoła znajduję wysokie kamienie. Szybkie wspięcie i po chwili patrzę na miasto z góry. Nie najwyższej. Najwyższe wzniesienie dopiero przed nami. Powoli wracamy do centrum miasteczka. Promenada nadmorska tętni swym życiem. Otwierane są kolejne knajpy i restauracje. My udajemy się na wzgórze. Pokonujemy po drewnianych schodach wysokość i po chwili meldujemy się na górze. Widok cudowny. Mnóstwo przycumowanych jachtów. Archipelag niekończących się wysepek. Na górze towarzyszą nam zarówno mewy jak i delikatny wiatr. Na szczycie ulokowano drewniany punkt obserwacyjny. Miejsce idealne do wykonywania zdjęć. 

widok na Grebbestad

promenada

Schodzimy i kierujemy się do Tanumshede. Jednakże dwa, może trzy kilometry za miastem po prawej stronie zauważamy kolejną atrakcję. To Greby Gravfalt. W polu rozsiane granitowe nagrobki. W kilku miejscach granitowe płyty tworzą obraz przypominające te z Stonehenge. Niby nic a miejsce w którym stoimy pamięta czasy 450-600 ne. Pięknie położony. 

wrzosy na Greby

kamienne posągi na łąkach Greby

Ukwiecony. W otoczeniu lasu. Jesteśmy sami. Ciekawe miejsce na chwilowy odpoczynek. Dalej nasze kroki kierujemy do wspomnianego wcześniej Tanumshede. W tym mieście znajduje się opisywany przez Camille Lackberg posterunek policji. 

Bronze Age Farm

tu również

My udajemy się jednak do miejsca wpisanego na listę dziedzictwa UNESCO. Vitlycke Museum bo o nim mowa to kawałek historii wyryty, dosłownie nie tylko na kartach historii. Ryty wrysowane w grafitowe głazy pamiętają jeszcze epokę brązu lub żelaza. Nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi, niemniej sam teren i otoczenie a także prawdopodobny czas tworzenia robią wrażenia. Dodam, że wstęp na teren i samego muzeum, efektownego, multimedialnego, wioski odtworzonej na wzór tych które funkcjonowały w okresie brązu czy żelaza, sklepu z pamiątkami, oraz najważniejszej części z rytami jest bezpłatny. Same ryty i tu ciekawostka stanowiły inspirację dla artystów tworzących medale na zimową olimpiadę w Lillehammer w 1994 roku. Niewiarygodne jest to że owe ryty pamiętają tak odległe czasy. 

ryty w Vitlycke Museum

robią niesamowite wrażenie

Świetnie zachowane, fantastyczne miejsce. Punkt obowiązkowy. Kolejnym miejscem na naszej wakacyjnej mapie atrakcji miało być jezioro Wener i miejscowość Karlstad. Nie dotarliśmy tam jednak. Opór młodszej materii i wizja 5 godzinnej podróży zweryfikowała nasze plany. Jednak ciekawe jezioro znaleźliśmy. I kolejną atrakcję. Bardziej widokową aniżeli stacjonarną.

Bronze Age Farm w całej okazałości

najwyższy punkt w Vitlycke Museum

piękne rysunki w jednym z budynków Bronze Age Farm

Wylądowaliśmy nad brzegiem jeziora Sodra Bullaresjon. Piękne, czyste. Bez innych. Sami. Kompletnie.

widok z miejsca gdzie swe ruiny ma Olsborg castle

Kilkaset metrów od brzegu znajdujemy ową atrakcję. Olsborg. Ruiny zamku. Jedziemy. Zostawiamy auta na parkingu i dobrze oznakowaną drogą podchodzimy do góry. Na szczycie wzniesienia spodziewamy się może nie samego zamku ale może choć jakieś ruiny. Zastajemy kilka kamieni. I tablicę pamiątkową. Fort który znajdował się w tym miejscu datuje się na 1504 r.ne. Nie ma zamku ale za to jaki mamy widok z góry. W otoczeniu lasów. Pod nami jezioro. I słońce które pozwala radować się jego promieniami. Prawdziwy chill. 

widok na archipelag wysp obok Grebbestad

Ukontentowani wracamy nieśpiesznie do Fjallbacka. 
Podziwiamy. Natura stworzyła prawdziwe cudo w tym miejscu. 
Z obowiązku dodam też że w międzyczasie odwiedziliśmy w porze lunch galerię handlową w Tanumshede celem wiadomym. Nie, nie byliśmy na zakupach. Zjedliśmy obiad. Całkiem niezły. I za niezłe pieniądze. Potwierdzam to co wcześniej polecano. W takim miejscu można za 40-50 zł na osobę solidnie zjeść. I nie zbankrutować. Wybraliśmy opcję tajską. Dużo ryżu, makaronów sojowych. Wołowina, kurczak w kilku sosach. Polecam.
Po powrocie do Fjallbacka pyszna kawa i cynamonowe bułeczki. Siedząc w restauracyjnej sali z widokiem na zatokę zachwycaliśmy się zachodzącym słońcem nad archipelagiem wysp. 
Drugi dzień na szwedzkiej ziemi powoli się kończył. 

Zapamiętamy go chyba wszyscy jako miejsce idealne do wypoczynku w ciszy i spokoju, ewentualnie okraszone zapachami wędzonych ryb i szumem morza.